niedziela, 16 lipiec 2017 20:22

Od 3 dni wszyscy piszą, mówią i demonstrują w temacie Sądu Najwyższego i podejrzanej nowelizacji planowanej przez rządzący PiS. W w większości osoby te nie mają większego pojęcia czym zajmuje się Sąd Najwyższy i jakie są jego faktyczne uprawnienia. Jeszcze bardziej anonimowa dla społeczeństwa jest I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. Dla mnie anonimowa nie jest, gdyż zdarzyło mi się przegrać sprawę, w której Pani profesor orzekała. Nie chciałbym jednak podążać logiką dzisiejszej władzy i zapisawszy się do PiS-u pomagać w usuwaniu niewygodnych sędziów z Sądu Najwyższego.

Akurat to, że społeczeństwo nie zna dokładnych prerogatyw Sądu Najwyższego dziwne nie jest. Trudno wymagać od obywatela wiedzy z jakich izb składa się Sąd Najwyższy i dlaczego skarga kasacyjna objęta jest przymusem adwokacko-radcowskim. Dla nieprawnika jest to prawnicza nowomowa. I dobrze.

Ważna dla obywatela jest jednak świadomość, że na szczycie wymiaru sprawiedliwości taki sąd czuwa nad systemem prawnym RP. Nie zawsze z dobrym skutkiem, jednak w działaniach absolutnie (!) każdej instytucji można dopatrzyć się jakichś nieprawidłowości i odstępstw od normy. Nie trzeba jednak burzyć ścian domu by naprawić nieszczelne okna. Chodzi więc o skalę faktycznie potrzebnych działań naprawczych w wymiarze sprawiedliwości. Podjęte przez PiS środki są niewspółmiernie wysokie w stosunku do faktycznych nieprawidłowości w działaniach wymiaru sprawiedliwości.

Co jest w tej chwili istotne? Z punktu widzenia społeczeństwa ważny jest stopień ogólnoobywatelskiego nieposłuszeństwa względem planów PiS-u dotyczących zdeformowania wymiaru sprawiedliwości (nawet nie można powiedzieć, że rządu, bo przecież projekt został złożony jako projekt poselski, a nie projekt rządowy). Budujące jest to jaka jest skala społeczenego oburzenia na tryb wprowadzenia i zakres proponowanych zmian. Może wbrew rządzącym uda się w końcu stworzyć w Polsce społeczeństwo prawdziwie obywatelskie? Kto wie.

Jakie może być państwo bez niezależnego wymiaru sprawiedliwości? Jakie skutki może mieć sytuacja, w której różne grupy osób nie będą podlegały ochronie sądowej? Z punktu widzenia środowiska LGBT najbardziej drastycznym przykładem legalnego bezprawia jest Czeczenia rządzona przez pupila Kremla Ramzana Kadyrowa. Zgodnie z uchwalonymi kilka lat temu przepisami zakazane w Federacji Rosyjskiej jest "promowanie" homoseksualizmu. Na polskich portalach prawicowych i neofaszystowskich (często znaczy to niestety to samo) można znaleźć liczne zachwyty nad rozwiązaniami rosyjskimi. Jestem przekonany, że część polskich polityków przyklasnęłaby podobnym rozwiązaniom w Polsce, mimo tego, że to właśnie II Rzeczpospolita już w 1932 - jako europejski pionier - zniosła karalność homoseksualizmu.

Natomiast w 2017 roku cały świat obiegły przerażające informacje o torturach, zgonach i prześladowaniach osób LGBT przez legalną władze w Czeczenii.

Nie znalazł się żaden sąd, żaden trybunał, który ochroniłby dyskryminowaną mniejszość i nakazał zaprzestanie czystek. Upolityczniony wymiar sprawiedliwości nie ma instrumentów i woli by zająć się prześladowanymi osobami.

Czy aż tak daleko by w pewnym momencie i w Polsce fanatycy przepchnęli ustawę zakazującą homoseksualizmu, transseksualizmu, głoszenia nieprawomyślnych poglądów obyczajowych? Być może i daleko. Wolałbym jednak nie zgadywać i mieć pewność, że niezależny Sąd Najwyższy albo Trybunał Konstytucyjny zablokują w krytycznym momencie przepisy godzące w prawa człowieka. Jeżeli społeczeństwo teraz nie stanie murem przeciwko chorym zmianom, wówczas możemy mieć w Polsce Czeczenię. Teraz może to się wydawać political fiction, jednak historia zna przypadki niewinnie zaczynających się katastrof.

Jak narazie nasi rządzący zachwycają się kazusem Turcji. W 2016 roku na fali rosnącej homofobii w Turcji zabito znaną aktywistkę LGBT. W tym kierunku powoli dryfuje nasz kraj. Powoli, jednak kurs został już obrany.

* Tytuł wpisu pochodzi z napisanego w obozie koncentracyjnym w Dachau wiersza niemieckiego pastora Martina Niemoellera:

"Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
  Nie byłem przecież socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było."

 

czwartek, 02 marzec 2017 16:02

W relacjach pracodawca-pracownik można odnaleźć wiele potencjalnych pól zagrożeń związanych z uwypukleniem faktycznej nierówności pomiędzy stronami stosunku pracy. Trudno nie zgodzić się z faktem, że to pracodawca posiada argumenty mogące na dłuższy czas uprzykrzyć życie pracownikowi.

Niekiedy mają miejsce niedopuszczalne z punktu widzenia prawa kryteria dyskryminacyjne skutkujące nierównym traktowaniem niektórych pracowników. Jednym z takich kryteriów jest także orientacja seksualna. Kodeks pracy wprost przewiduje, że:

„Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także ze względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy - jest niedopuszczalna.”

Dyskryminacja może objawiać się w wielu aspektach relacji pracodawca-pracownik. Może dotyczyć przyjęcia pracownika do pracy, zwolnienia z pracy, pomijania w awansach, wyłączenie z grona pracowników, którzy otrzymują premie, nagrody czy szkolenia pracownicze.

Jest to niedopuszczalne, gdyż pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych bez względu na orientację seksualną.

Wielu polskich pracodawców w sposób świadomy stosuje reguły prawa pracy i nie dopuszcza do stosowania kryteriów dyskryminacyjnych w swoich firmach. Jest to obowiązek pracodawców, gdyż w prawie pracy ustawodawca nałożył na pracodawcę obowiązek przeciwdziałania dyskryminacji. Obowiązek ten może być realizowany poprzez wdrażanie przez pracodawcę regulaminów pracy, organizowanie szkoleń czy udział w rozwiązywaniu sporów, których tłem jest stosowanie przez przełożonych (lub innych pracowników) niedopuszczalnej dyskryminacji z uwagi na orientację seksualną.

Co jeżeli doszło do dyskryminacji ze względu na orientację seksualną?

To zależy. Jeżeli pracownik jest dyskryminowany przez współpracownika (np. bezpośredniego przełożonego), wówczas wystarczające może się okazać zwrócenie pracodawcy uwagi na ten fakt. Niekiedy reprymenda dla dyskryminującego pracownika może zakończyć stosowanie niedozwolonych praktyk.

Jeżeli pracodawca dyskryminuje osobę homoseksualną, to sytuacja wydaje się cięższa. Może to oznaczać konieczność udania się do sądu z pozwem o odszkodowanie. Zgodnie z przepisami, „osobie wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę.”

Wysokość minimalnego odszkodowania może nie powala na kolana, ale jest to dolna granica. Górnej przepisy nie określają. Czasami warto zawalczyć.

piątek, 30 grudzień 2016 14:40

W niepewnych czasach Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, który może świadczyć o tym, że nadal prawo międzynarodowe, prawa człowieka i dobra konstytucyjne pozostają ważnymi czynnikami przy kształtowania orzecznictwa sądowego

Wbrew pozorom sprawa nie dotyczy tylko środowiska LGBT, ale jest ważnym sygnałem dla wszystkich osób, które nie szkodząc innym, chcą podejmować własne decyzje życiowe i rodzinne. Nie bacząc przy tym na obowiązujące w kraju trendy polityczne. Władza częściej ulega zmianie niż niektóre decyzje o charakterze czysto życiowym, rodzinnym.

Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, w którym osoba będąca obcokrajowcem (Chilijczykiem) złożyła wniosek o zezwolenie na nabycie nieruchomości znajdującej się w Polsce. Cudzoziemiec zawarł – w myśl prawa brytyjskiego – związek partnerski z obywatelem polskim. Uzyskał też prawo pobytu w Wielkiej Brytanii. W postępowaniu o nabycie nieruchomości przez cudzoziemca trzeba – pisząc w skrócie – wykazać związek cudzoziemca z Polską. Nie ma większych wątpliwości, że związek taki można osiągnąć poprzez zawarcie małżeństwa z obywatelem polskim.

Minister Spraw Wewnętrznych (żeby oddać sprawiedliwość i nie zostać posądzonym o określone sympatie polityczne – w rządzie Platformy Obywatelskiej i PSL-u) wydał decyzję odmawiającą prawa nabycia nieruchomości uzasadniając to faktem, że związek partnerski nie może być traktowany tak samo jak małżeństwo. Decyzję podtrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny (pierwsza instancja sądownictwa administracyjnego).

Skargi kasacyjne od wyroku złożyli cudzoziemiec oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. W skargach zarzucono naruszenie szeregu przepisów prawa tak krajowego (ustawy z dnia 24 marca 1920 roku o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców) jak i międzynarodowego (Europejska Konwencja Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wyrok i decyzję ministra argumentując obszernie, że sprawa nie została wystarczająco zbadana. Sąd stwierdził jednak, że „Pozostawanie we wspólnym pożyciu przez wiele lat, istnienie więzi uczuciowej, fizycznej oraz gospodarczej, niezalegalizowanej małżeństwem może prowadzić do powstania związków z krajem pochodzenia partnera.”

Co wynika z tego wyroku? O bliskości cudzoziemca z Polską mają zatem świadczyć okoliczności związku, a nie jego formalna nazwa i płeć osób w nim pozostających. Oczywiście wysilając umysły niektórzy podniosą larum, że to atak sił gender i śmierć cywilizacji zachodu. Trudno jednak powiedzieć coś innego niż to, że sąd wydał mądry i rozsądny wyrok.

środa, 28 październik 2015 23:05

W dniu dzisiejszym ruszyła tzw. Śląska Platforma Przeciw Nienawiści. Inicjatorem pomysłu jest pełnomocnik Wojewody Śląskiego do spraw Równego Traktowania. Wśród przedstawicieli władzy publicznej uczestniczących na inauguracyjnym spotkaniu byli m.in. pełnomocnik Rzecznika Praw Obywatelskich, pełnomocnik Komendanta Miejskiego Policji, Wojewódzki Kurator Oświaty.

Pomysł jak najbardziej słuszny. Natomiast czy idea okaże się strzałem w dziesiątkę, czas pokaże. Wiele zależy od organizacji pozarządowych, ale również od aktywności władz i chęci realizowania postulatów antydyskryminacyjnych.

Nie wiadomo również czy przetasowania kadrowe nieodłącznie wiążące się z niedawnymi wyborami parlamentarnymi nie ostudzą zapału władzy publicznej do przeciwdziałania mowie nienawiści.

Natomiast pewnym jest to, że jeżeli dana osoba spotka się z mową nienawiści, może skorzystać z pomocy oferowanej przez nasze Stowarzyszenie. Jeżeli dotknęła Cię mowa nienawiści, napisz e-mail na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Możesz także pojawić się ze swoim problemem na dyżurze prawniczym organizowanym cyklicznie przez Stowarzyszenie (harmonogram na stronie).

poniedziałek, 20 lipiec 2015 20:52

W dniu 21 lipca 2015 roku w Sejmie ma się odbyć drugie czytanie projektu ustawy o uzgodnieniu płci. Autorem projektu jest posłanka Anna Grodzka.

Projekt został zgłoszony już dosyć dawno i wydawało się, że na trwale utknie w sejmowej "zamrażarce". Natomiast dośc nieoczekiwanie pojawiła się szansa na uchwalenie tej ważnej społecznie ustawy.

Wśród założeń projektu jest zmiana trybu postępowania w sprawie zmiany płci. W obecnym stanie prawnym konieczne jest wytoczenie przeciwko rodzicom lub kuratorowi powództwa cywilnego o ustalenie przynależności do płci innej aniżeli metrykalna. Jest to rozwiązanie dość prowizoryczne.

Po zmianach, zmianą płci nadal zajmowałby się sąd. Natomiast samo postępowanie miałoby charakter nieprocesowy (podobnie jak np. sprawy wieczystoksięgowe). Na pewno byłoby to zniesienie jednej z dyskryminujacych mniejszości barier. Zobaczymy.

czwartek, 02 lipiec 2015 07:36

Po wydaniu przez Sąd Najwyższy wyroku legalizującego w całych Stanach Zjednoczonych istnienie małżeństw homoseksualnych, można było się spodziewać negatywnych reakcji ze strony silnych w USA środowisk konserwatywnych.

Część polityków zapowiedziała walkę o zmianę prawa i uznanie uprawnień poszczególnych Stanów do regulowania tej materii we własnym zakresie. 

Oczywiście każdy ma swoje przekonania i nie powinno się odmawiać konserwatystom praw do ich wyrażania. Trudno wyobrazić sobie prawdziwie demokratyczne państwo bez poszanowania dla zasad politycznego pluralizmu. Ważne żeby własne przekonania były szerzone w sposób szanujący poglądy innych grup.

"Zawsze uważałem, że małżeństwo jest instytucją między jednym mężczyzną i jedną kobietą, ale Sąd Najwyższy orzekł inaczej. To jest teraz prawo tego kraju."

Powyższe zadanie wypowiedział konserwatywny senator Mitch McConell. I w tym tkwi zasadnicza różnica pomiędzy politykami, a osobami udających prawdziwych mężów stanu. W naszym państwie większe znaczenie słusznie przypisuje się tym drugim.

W Polsce, pozamerytoryczna krytyka orzeczeń sądów czy Trybunału Konstytucyjnego jest narzędziem stosowanym w walce politycznej. Znany jest przypadek sędziego Tulei czy kazus skazującego wyroku dla Mariusza Kamińskiego.

Sędziowie i wyroki poddane zostały surowej krytyce. W tych sprawach nikt z krytyków nie interesował się jednak stanem prawnym, który był podstawą wydawania wyroków. Ataki miały charakter polityczny, personalny.

Szacunek dla prawa jest fundamentem, który w Polsce nie został podłożony pod konstrukcję państwa.

Czy uda się ten fundamentalny szacunek zbudować? Nie byłbym w tym zakresie optymistą. Wiadomo - winter is coming.

 

 

 

 

poniedziałek, 29 czerwiec 2015 21:46

W ubiegłym tygodniu polskie media obiegła informacja o zrównaniu przez amerykański Sąd Najwyższy związków osób homoseksualnych z małżeństwami zawieranymi pomiędzy osobami różnej płci. Od tej pory przepisy nie będą mogły różnicować w zakresie praw i obowiązków małżeństw wyłącznie na podstawie płci osób tworzących związek.

Sędzia Anthony Kennedy podkreślił w uzasadnieniu, że „małżeństwo jest konstytucyjnym prawem każdego człowieka i nie ma bardziej fundamentalnego związku pomiędzy dwojgiem ludzi” (źródło: www.polityka.pl). Nic dodać nic ująć.

W III ( a niebawem być może ponownie w IV) RP do takiej liberalizacji prawa jeszcze daleko. Nie zanosi się również na zwyczajne wprowadzenie regulacji dotyczącej chociażby związków partnerskich.

Zdaje się, że dwoje kochających się ludzi chcąc usankcjonować swój związek nadal będzie zmuszone uprawiać prawniczą ekwilibrystykę i za pośrednictwem notariusza próbować zbliżyć status związku do mniej lub bardziej akceptowalnego statusu. Parafrazując klasyka: na wschodzie bez zmian.

poniedziałek, 20 kwiecień 2015 19:44

Na blogu o prawach pacjenta umieściłem niedawno wpis dotyczący obowiązku wskazania w procesie o ustalenie płci rodziny osoby transseksualnej. Poniżej link do artykułu.

http://blogoprawachpacjenta.com.pl/konieczny-udzial-malzonka-i-dzieci-w-procesie-o-ustalenie-plci/

Kategorie Bloga

popup

PrawoPlakat 1B600