g5084

Tęczówka jest organizacja działającą na rzecz osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych). 

Działamy w zakresie EDUKACJ, ZDROWIA, PRAWA oraz INTEGRACJI SPOŁECZNEJ

Więcej

  • Pomoc psychologiczna

    Dyżurujemy w poniedziałki i wtorki od godziny 17:00 w biurze w Katowicach. Prosimy o wcześniejszy kontakt mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Więcej
  • Pomoc prawna

    Dyżurujemy w poniedziałki i wtorki od godziny 17:00 w biurze w Katowicach. Prosimy o wcześniejszy kontakt mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Więcej
  • Grupy pomocowe

    Obecnie prowadzimy dwie grupy rozwojowo pomocowe. Grupa dla osób trans oraz grupę ogólną dla LGBTQI. Napisz do nas Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Więcej
  • Prewencja HIV/AIDS

    Mamy doświadczenie w akcjach prewencyjnych. Jeśli potrzebujesz porozmawiać napisz do nas Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Zajrzyj na nasz stronę http://www.teczowka.org.pl/hiv Więcej
  • Projekty kulturalne

    Animizujemy życie kulturalne regionu, współpracujemy z instytucjami kultury oraz pomagamy na festiwal filmowym LGBT Więcej
  • Działania antydyskryminacyjne

    Organizujemy szkolenia i akcje antydyskryminacyjne, współpracujemy z RPO, Policją oraz samorządem terytorialnym
  • 1
image18
  • icon
  • icon
Ósmy LGBT Film Festiwal już 11 maja zawita na ponad tydzień do katowickiego kina „Kosmos”. Tegoroczna edycja jest najbogatsza ze wszystkich dotychczasowych. Nasze stowarzyszenie jest współorganizatorem katowickiej edycji tego przedsięwzięcia. Więcej
Zapraszamy Was na spotkanie „Śląsk dla Różnorodności,” które mamy przyjemność współorganizować z Amnesty International Katowice. Już w sobotę 20 maja w godz. 14-17 będziecie mogli porozmawiać z naszymi ekspertami i zadać nurtujące Was pytania dotyczące sytuacji społeczności LGBTQIA+. Spotkanie odbędzie w Centrum Organizacji Pozarządowych na ulicy Młyńskiej 5. Wydarzenie podsumowuje także 8. LGBT Film Festival Katowice 2017. Więcej

Aktualności

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
czwartek, 05 luty 2015 22:16

Diabeł nie taki straszny, czyli kilka słów o Konwencji o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet

Napisał
Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Konwencja oparta jest na feministycznej ideologii gender, a na państwie przyjmującym Konwencję wymusza zmianę definicję płci z biologicznej na tzw. płeć społeczno-kulturową.

Takimi słowami zaczyna się jeden z apeli przedstawicieli ruchów określanych dumnie jako prolife. Tekst dotyczy dokumentu opracowanego w Radzie Europy czyli Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Osoby, które po lekturze Konwencji doznały wizji przedstawiającej Polskę jako apokaliptyczny zakątek opanowany przez gendeterrorystów powinny zostać uszanowane za nieprzeciętną wyobraźnię. I tylko za to. Wyobraźnia ta wynika, jak sądzę, z niczego innego jak z niewiedzy.

Człowiek od zawsze (począwszy nieznanych człowiekowi pierwotnemu ognia i błyskawic) bał się zjawisk i przedmiotów mu obcych, trudnych do objęcia rozumem. Tak również w średniowieczu wyrazem obaw ówczesnych władców było powstanie i działalność Świętej Inkwizycji i Świętego Oficjum, które zasłynęły zamordowaniem wielu osób przedstawiających poglądy nieznane średniowiecznemu establishmentowi. W ten sposób zginęli ówcześni wywrotowcy. Zresztą nie tylko. Osobistości takie jak Giordano Bruno, Gallileo Gallilei czy Jan Hus zginęły dlatego, że odważyły się myśleć jak na owe czasy nieszablonowo, w sposób nieosiągalny intelektualnie dla współczesnych.

Nieznanym zagadnieniom towarzyszył opór i niechęć ze strony osób i instytucji posiadających monopol na wiedzę i władzę. Ostoją tradycjonalizmu pozostawał od wieków Kościół niechętny wszelkim nowinkom czy to z dziedziny filozofii, medycyny czy nauk społecznych. Wszak jeszcze stosunkowo niedawno stosunek Kościoła do ingerencji chirurgicznych (transplantacja organów) był mówiąc eufemistycznie niechętny.

Towarzysząca gorączka myślowa związana z planami podpisania Konwencji wpisuje się w opisany powyżej schemat. Wina współczesnych komentatorów jest jednak większa. W mrocznych, teocentrycznych czasach średniowiecza i następujących bezpośrednio czasach nowożytnych refleksja nad stworzeniem, istnieniem i sensem życia człowieka groziła w najlepszym wypadku wykluczeniem ze społeczności, w najgorszym spaleniem żywcem na stosie. Milczenie lub aprobata dla działań konserwujących zaistniały system była więc uzasadniona głównie strachem.

Obecnie strach został zastąpiony przez lenistwo. Intelektualne lenistwo spotęgowane możliwością łatwego znalezienia tez potwierdzających własne stanowisko, wynikające najczęściej z wygodnictwa. Jeżeli człowiek odniesie w życiu porażkę, łatwo może sobie znaleźć tej porażki przyczynę. Nie chcą wydać mojego tomu poezji? Prawdopodobnie rynek wydawniczy zdominowali Żydzi. Szukając w sieci potwierdzenia takiej teorii, nie trudno trafić na stronę smutno wyglądających młodzieńców, jak żywo wyjętych ze sfilmowanego przez Leni Riefenstahl norymberskiego zjazdu NSDAP w 1935 roku.

Nie udało mi się podbić błyskotliwym pomysłem wolnego rynku? Wiadomo przecież, że Unia Europejska to spadkobiercy europejskich komunistów, niechętnych wolnej gospodarce i innowacyjnym ideom gospodarczym.

Rada Europy opracowała dokument mający w intencji chronić kobiety. Nie chce mi się tego przeczytać, więc stwierdzę, że Konwencja propaguje ideologię gender (która tak naprawdę nie istnieje, wystarczy sięgnąć do źródeł), związki homoseksualne i pedofilię. Wszak bardzo łatwo znajdę potwierdzenie dla tak postawionej tezy.

Tak jest najprościej. Znacznie trudniej jest znaleźć i przeczytać o co tak naprawdę chodzi. A o co chodzi?

Konwencja mówi, że „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet.”

Dalej konwencja stanowi o strukturalnym (systemowym) podłożu nierównego statusu płci. Elementarna wiedza historyczna pozwala przyjąć, że powyższe zdania są po prostu prawdziwe. Od wieków kobietom odmawiano prawa zajmowania stanowisk równych mężczyznom, głosowania czy ubierania się w sposób dowolny. Dopiero na XX wiek ubiegłego tysiąclecia przypada rozwój ruchów emancypacyjnych. W Europie. W wielu miejscach świata nadal ta nierówność występuje, co jest szczególnie widoczne w krajach islamskich.

Dalej konwencja w preambule stwierdza, że „ Uznaje, że najwyższą troską, że kobiety i dziewczęta są często narażone na poważne formy przemocy takie jak: przemoc domowa, molestowanie seksualne, gwałt, małżeństwo z przymusu, tak zwane „przestępstwa w imię honoru” i okaleczanie narządów płciowych, które stanowią poważne naruszenie praw człowieka wobec kobiet i dziewcząt i główną przeszkodę w osiągnięciu równouprawniania kobiet i mężczyzn”.

Podstawowa wiedza o świecie współczesnym powinna prowadzić do wniosku, że powyższe zdanie jest truizmem. Stosunkowo niedawno, bo w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia, w Europie, na Bałkanach rozgorzał najokrutniejszy festiwal zbrodni wojennych od czasów II Wojny Światowej.

Na Bałkanach, czyli w sercu Europy. Masowe rzezie, gwałty i akty ślepego okrucieństwa. Potworne zbrodnie, których ofiarami padały osoby bezbronne, w tym często kobiety.

Będąc społeczeństwem cywilizowanym nie można pozostać obojętnym wobec zbrodni odbywających się obecnie również w innych miejscach świata. W 2009 roku iracki tłum w mieście Bashiqa ukamieniował nastoletnią Du'a Khalil Aswad. Jej jedynym przewinieniem było to, że chciała wyjść za mąż za sunnitę. Wśród morderców nie zabrakło członków jej rodziny.

Obecnie w takich krajach Europy jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja również corocznie dochodzi do kilkunastu „morderstw honorowych” rocznie. Przymus społeczny dokonania zabójstwa zmywającego hańbę rodzinną nie dotyczy wyłącznie więc wyłącznie krajów afrykańskich czy azjatyckich. Takie rzeczy dzieją się również w Europie. W związku z narastającą migracją, liczba takich zachowań może wyłącznie wzrosnąć.

Nie mniej brutalną i nieludzką praktyką coraz częściej spotykana w Europie jest infibulacja czyli przymusowe obrzezanie młodych kobiet. Niespełna 3 lata temu głośno zrobiło się o Wielkiej Brytanii, gdzie dokonanie tego zabiegu stało się na tyle popularne, że imigranci z innych krajów przyjeżdżali na Wyspy Brytyjskie aby dokonać tego powszechnego w pewnych społeczeństwach, aczkolwiek niepotrzebnego zabiegu. Taki specyficzny biznes.

Oczywiście nikt nie pyta kobiet czy aprobują taką ingerencję we własne ciało. Poza kontynentem europejskim zabieg ten jest dokonywany bez zachowania jakichkolwiek zasad higieny. Szacuje się, że w trakcie zabiegu (lub w wyniku jego powikłań) umiera około dwóch milionów kobiet rocznie.

„Zauważając, że stałe łamanie praw człowieka podczas konfliktów zbrojnych, dotykające ludność cywilną, przede wszystkim kobiety, przybierające formę systematycznego stosowania na szeroką skalę gwałtów oraz przemocy seksualnej, powoduje eskalację przemocy ze względu na płeć zarówno w trakcie konfliktu, jak i po jego zakończeniu.

Preambuła w swej treści bardziej skupia się wiec na ochronie fundamentalnych praw człowieka, a nie na rzekomej unijnej homopropagandzie. Cokolwiek by to określenie znaczyło.

Na jednym z portali internetowych skupiających konserwatywnych prawników, można znaleźć zdanie eksperta mówiącego, że konwencja sprowadza się do walki z tradycją, religią, rodziną i powszechnie pojmowanym małżeństwem, a ponadto skrycie podsuwa ideologię (?) „gender”. Konia z rzędem temu kto wyjaśni skąd „ekspert” wysnuł takie wnioski z lektury konwencji.

„Płeć społeczno- kulturowa oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn;

Powyższe pojęcie w ocenie przeciwników prowadzi do zmiany pojmowania płci w polskim systemie prawnym. Krytycy nie zauważają jednak, że obok tej definicji funkcjonuje w Konwencji pojęcie „płeć biologiczna” czyli oparta na biologicznym rozróżnieniu mężczyzn od kobiet. Niepoparte są niczym twierdzenia o wypieraniu tradycyjnego podziału na płeć żeńską i męską. Autorów krytyki zbyt daleko poniosła fantazja, albo po prostu nie przeczytali tekstu Konwencji.

Pojęcie płci społeczno-kulturowej oznacza jedynie schemat, który służy do zidentyfikowania jednostki w społeczeństwie i tym samym wzmacnia stereotypy dotyczące tradycyjnych ról człowieka. Nauka o tych stereotypach to jest właśnie owo mroczne i budzące powszechną grozę wśród konserwatystów gender.  

Bardziej kontrowersyjne z punktu widzenia krytyków może się wydawać pojęcie tożsamości płciowej, która jednak została już zdefiniowana jako brak zgodności płci oznaczonej przy urodzeniu z faktyczną tożsamością płciową rozwijającą się podczas dorastania człowieka.

Nie są to jednak pojęcia potajemnie przemycone do treści konwencji, lecz realny problem medyczny występujący u relatywnie niewielkiej liczby osób. Transwestyci oraz transseksualiści faktycznie istnieją w społeczeństwie i negowanie tego faktu wyłącznie z wygody i spokoju chrześcijańskiej duszy niczemu dobremu nie służy. Są to bowiem normalni członkowie społeczeństwa potrzebujący ochrony prawnej. Nie większej aniżeli reszta społeczeństwa - takiej samej, opartej wyłącznie na obiektywnych kryteriach i konstytucyjnej zasadzie równości wobec prawa.

Łatwo znaleźć głosy mówiące że ratyfikowanie Konwencji spowoduje rozpad tradycyjnie pojmowanego małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Konstytucyjny system źródeł prawa jasno jest wyrażony przez zasadę – na samym szczycie hierarchii stoi Konstytucja, następnie ratyfikowane umowy międzynarodowe i kolejno ustawy, rozporządzenia itd.

Większym zagrożeniem dla trwałości rodziny jest masowe wysyłanie dzieci przez natchnionych rodziców na marsze i wiece na których pociechy maszerują z transparentami „ Mamo, tato dziękuję, że żyję”. Jest to instrumentalnie wykorzystywanie najmłodszych, niemogących zrozumieć przekazu ideologicznego. To jest prawdziwe niebezpieczeństwo dla rodzin i młodych obywateli. 

„Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.”

Artykuł 18 Konstytucji jako najważniejszego aktu prawnego stanowi zatem, iż małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny. Żaden akt prawny niższego rzędu (jakim byłaby ratyfikowana konwencja międzynarodowa) nie mógłby zmienić definicji małżeństwa. Musiałaby w tym celu zostać zmieniona Konstytucja. Ewentualna zmiana konstytucji wymagałaby zgody 2/3 Sejmu oraz zgody bezwzględnej większości Senatu (w obydwu przypadkach w obecności co najmniej połowu składu izb).

Nawet w przypadku uchwalenia w ten sposób ustawy, grupa 92 posłów mogłaby skutecznie zażądać przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego. Klub poselski PIS liczy obecnie 132 członków. Ustawa zmieniająca Konstytucję weszłaby zatem w życie wyłącznie w przypadku wyrażenia na to zgody przez ponad połowę głosujących powszechnie obywateli RP.

Kryteria niezwykle trudne. Dość łatwo dostrzec, iż grożenie zmianą definicji małżeństwa niewiele ma wspólnego z realnymi możliwościami politycznymi którejkolwiek formacji partyjnej.

Analizując argumenty przeciwników Konwencji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że opierają się wyłącznie na niewielkiej części problematyki poruszonej w tym dokumencie. Krytycy nadmiernie uwypuklają aspekt przemocy domowej oraz problem alkoholu, natomiast zupełnie pomijają to, że konwencja dotyczy także zagadnień o charakterze uniwersalnym i ponadnarodowym. Brutalne traktowanie kobiet w niektórych krajach Afryki i Azji (a także coraz częściej w Europie) nie ma wyłącznie podłoża alkoholowego czy domowego – jak chcieliby to niektórzy krytycy.

Oczywiście nikt nie chce bagatelizować problemu spowodowanego nadmiernym spożyciem alkoholu, niemniej jednak przeciwdziałanie alkoholizmowi i ochrona przeciw przemocy domowej znajduje już pewne odzwierciedlenie w obowiązujących przepisach. Większym problemem jest więc opieszałe realizowanie mechanizmów ochronnych aniżeli niedostateczna regulacja prawna.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja w dziedzinie europejskiego dorobku prawnego skupiającego się na powszechnej ochronie kobiet przed przemocą powodowaną pobudkami politycznymi, filozoficznymi czy religijnymi. W tej dziedzinie dotychczas występowała pewna luka, którą zapełnić ma właśnie Konwencja Rady Europy.

Według raportu jednej z europejskich agencji, corocznie przemocy, w tym przemocy seksualnej doświadcza kilkadziesiąt milionów kobiet. W Polsce, według różnych badań około 4 mln kobiet pada ofiarą przemocy fizycznej, około 2 mln przemocy na tle seksualnym. Tego typu statystykom przeciwdziałać ma ratyfikowanie Konwencji. Zamiast tego, przeciwnicy dostrzegli złowrogiego ducha gender i wezwali do bojkotu tego dokumentu. Kościół katolicki wyraził ponadto pogląd, iż Konwencja promuje neomarksizm. Najlepiej pozostawić tę opinię bez komentarza.

„Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”

Niektórzy adwersarze Konwencji zarzucają, iż jest ona niezgodna z wyżej przytoczonym art. 25 ust. 2 Konstytucji RP. Doszukując się w preambule znaczeń, które godziłyby w Konstytucję potrzeba sporej dawki intelektualnej ekwilibrystyki okraszonej niestety brakiem zdrowego rozsądku.

Patrząc na to z drugiej strony można stwierdzić, że każdy akt prawny niesie potencjalne, najczęściej nierealne, zagrożenia. Zawierając bowiem w Konstytucji wzmiankę o roli Kościoła katolickiego można wysnuć daleko idący wniosek o poparciu legislatorów dla dyskryminacji religijnej. Zawierając w Konstytucji wzmiankę o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny doszukać się możemy dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jest to oczywiście pozbawione sensu, natomiast doskonale wskazuje na możliwość myślowej abberacji w każdym kierunku. Zależy to wyłącznie od fantazji autora takich wniosków.

Patrząc jednak na preambułę Konwencji zdroworozsądkowo i wyłącznie przez pryzmat rozumnego myślenia dochodzi się do wniosku, że:

a) kobiety niestety na przestrzeni wieków były gorzej traktowane;

b) najczęściej było to związane ze sprowadzeniem roli kobiety do pomocnicy mężczyzny;

c) dobrze byłoby ten stan zmienić.

Na jednym z portali znaleźć można skądinąd zabawne stwierdzenie o tym, że Konwencja ma służyć dyskryminacji mężczyzn i lekceważenie problemu przemocy kobiet wobec mężczyzn. Fakt taki na pewno w pewnych okolicznościach występuje. Skala obydwu zjawisk jest jednak absolutnie odmienna. Nie wiem czy mianem problemu ogólnospołecznego można określić przemoc kobiet wobec mężczyzn.

Według pewnego grona konserwatywnych prawników Konwencja budzi wątpliwości z punktu widzenia zasady równości wobec prawa oraz równości płci, gdyż wyraźnie ogranicza jej zakres, uznając przemoc domową za dotykającą głównie kobiety. Tym samym – zdaniem przeciwników Konwencji - mamy do czynienia z aktem prawnym, którego beneficjentami mają być w rzeczywistości wyłącznie kobiety, co jest niezgodne z art. 32 i 33 Konstytucji.

Idąc dalej tym dość osobliwym tokiem rozumowania można stwierdzić, że uregulowania kodeksu pracy dotyczące urlopu macierzyńskiego czy przerwy na karmienie piersią są podobnie niekonstytucyjne albowiem uprzywilejowują wyłącznie kobiety. Nonsens, jednak źródło obydwu byłoby podobne i wynikałoby z bezrozumnego interpretowania zapisów Konstytucji i pojmowania zasady równego traktowania.

Nie jest natomiast absurdalne i nierealne stwierdzenie faktu, iż kobiety są w Polsce i Europie narażone na cierpienia i przemoc, w tym przemoc domową. Jeżeli zatem występuje faktycznie nierówność w tym zakresie, należy temu przeciwdziałać.

Potrzeba naprawdę złej woli aby dostrzegać demony wszędzie tam gdzie ich nie ma. Wynika to z głupoty, złej woli, albo intelektualnego lenistwa. Doprawdy trudno rozstrzygnąć co w tym przypadku jest najgorsze.

Czytany 4580 razy Ostatnio zmieniany środa, 08 kwiecień 2015 19:55
Michał Grabiec

Radca prawny od kilku lat współpracujący ze Stowarzyszeniem TĘCZÓWKA oraz kilkoma innymi NGOs'ami. Prowadzi w Katowicach kancelarię GRABIEC LEGAL.

 

Z naszego bloga

  • Dostęp do informacji o stanie zdrowia i dokumentacji medycznej partnera
  • Zakaz dyskryminacji pracownika ze względu na orientację seksualną
  • Dziedziczenie po zmarłym partnerze
  • Dziedziczenie „prawa do mieszkania” czyli wstąpienie partnera w stosunek wynikający z umowy najmu
Wiele osób żyjących w nieformalnych związkach może w pewnych okolicznościach napotkać realne trudności w uzyskaniu informacji dotyczącej stanu zdrowia osoby najbliższej, lub dostępu do dotyczącej tej osoby dokumentacji medycznej. W praktyce dużo trudniej jest uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej. Z reguły lekarze czy pielęgniarki udzielają informacji o stanie zdrowia najbliższej rodzinie, nawet bez formalnego (i wymaganego przez ustawę) pozwolenia ze strony pacjenta. Taka już  praktyka występuje w realiach służby zdrowia. Znacznie trudniej mają osoby niespokrewnione, żyjące w związkach nieformalnych, hetero czy homoseksualnych. Dotyczy to zarówno dostępu do informacji o stanie zdrowia jak i dostępu do dokumentacji medycznej. W takim wypadku najrozsądniej Więcej
Jedną z naczelnych zasad zawartych w polskich kodeksie pracy jest zasada zakazu dyskryminacji. Zasada ta jest bezpośrednio powiązana z inną ważną zasadą prawa pracy, czyli zasadą równego traktowania w zatrudnieniu. Dyskryminacja pracownika nie może mieć miejsca ze względu na m.in. wiek, poglądy polityczne, religijne, wygląd czy pochodzenie etnicznej. W kodeksie jest też wprost napisane, że zakazana jest dyskryminacja ze względu na orientację seksualną. Nie można zatem gorzej traktować pracownika, który jest homoseksualny czy biseksualny. Oczywiście niedopuszczalne jest w świetle prawa dyskryminowanie osób heteroseksualnych za względu na orientację seksualną, jednak taka sytuacja nie ma zbyt często miejsca w praktyce. Czym może Więcej
  Prawo cywilne pod względem dziedziczenia jest dość mało elastyczne dla osób pozostających w  związkach innych niż małżeńskie czyli np. w związkach partnerskich. Zgodnie z kodeksem cywilnym, w przypadku śmierci, w pierwszej kolejności powołany jest do dziedziczenia małżonek (wraz z dziećmi). Kodeks jednak nic nie mówi o dziedziczeniu przez partnera.   W praktyce może dojść do sytuacji, gdy spadkobiercą zostanie małżonek z którym zmarła osoba nie pozostawała od długiego czasu we wspólnym pożyciu. Uprawnienia do spadku nie nabędzie natomiast osoba najbliższa, żyjąca ze zmarłym w związku nieformalnym.    Można jednak za życia zadbać o odpowiednie uregulowanie kwestii dziedziczenia. Nie istnieją żadne prawne Więcej
Zgodnie z art. 691 Kodeksu cywilnego, „w razie śmierci najemcy lokalu mieszkalnego w stosunek najmu lokalu wstępują: małżonek niebędący współnajemcą lokalu, dzieci najemcy i jego współmałżonka, inne osoby, wobec których najemca był obowiązany do świadczeń alimentacyjnych, oraz osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą.” Redakcja przepisu jest dość prosta i wydawać by się mogło, że wstąpienie w stosunek najmu po zmarłym partnerze (bez względu na orientację seksualną) jest bezdyskusyjne i wynika wprost z norm prawnych. W praktyce często odmawiano partnerom kontynuowania stosunku najmu jako strona umowy (uważając, że umowa wygasła, odmawiając jej aneksowania i próbując dokonywać eksmisji z Więcej

Współpracujemy z

  • 1
  • 2

popup

PrawoPlakat 1B600