Wielu z nas angażuje się w nadchodzące święta. Przygotowania związane tym wydarzeniem nieustannie wiążą się z dodatkowymi wydatkami, zmaganiami z wyborem podarku dla bliskich czy odstawieniem karnetu w klubie sportowym. Potem kilka dni z mniej lub bardziej lubianą rodziną. Oczywiście same święta poprzedza wigilia, przez wielu uznawana za magiczny wieczór związany z oczekiwaniem na Boże Narodzenie.

Tradycyjne obyczaje świąteczne łączą się z obdarzaniem drugiego człowieka troską, miłością i zrozumieniem. Przecież do tego sprowadza się zwyczaj dzielenia się opłatkiem i wzajemnego przebaczenia win. Przesłaniem Świąt jest okazanie pojednania, pomocy. Zresztą nawet osoba niezbyt orientująca się w zasadach religii chrześcijańskich wie, że przesłaniem tego wyznania jest mówiąc bardzo ogólnie miłość bliźniego. Stąd na przykład zwyczaj pozostawienia przy stole miejsca dla niespodziewanego gościa.

W świątyniach całego kraju rozebrzmieje nawoływanie do przebaczenia i miłości. Prawdopodobnie kilka osób faktycznie zastanowi się nad swoim życiem i zauważy błędy w swoim codziennym postępowaniu. Wierni ruszą tłumnie do konfesjonałów wyznając popełnione grzechy i solennie obiecując poprawę.

Trudno nie być zniesmaczonym tą całą sytuacją. Co roku odstawiane są wszelkie przewidziane zwyczajem i nakazami religijnymi wydarzenia mające symbolizować przywiązanie i oddanie wierze chrześcijańskiej, w Polsce przeważanie w odmianie katolickiej.

Osobami, które często powołują się na wyznawane wartości są osoby sprawujący ważne urzędy państwowe. Ba, niektóre partie politycznie jawnie i otwarcie demonstrują swoje przywiązanie do chrześcijańskich tradycji. Od tego zresztą pochodzi pojęcie Chadecja będącego niczym innym jak skrótem od zwrotu Chrześcijańska Demokracja.

W Polsce przywiązanie do religii katolickiej demonstrują prawie wszystkie organizacje polityczne. Zaznaczone jest to obecnością przedstawicieli Kościoła na uroczystościach państwowych i znaczącym wkładem środków publicznych w inicjatywy kościelne, chociażby poprzez Fundusz Kościelny (ubezpieczenie duchownych, przekazywanie środków na działania oświatowo-wychowawcze).

Zresztą politycy różnych opcji za pośrednictwem mediów zwracają się do obywateli z życzeniami i przesłaniem świątecznym.

Oczywiście, jest to przeliczone na kalkulację polityczną zwrócenie się do elektoratu podzielającego przekazywane w mediach wartości. Nie jest to nic dziwnego, bo wpływanie na społeczeństwo jest potrzebnym elementem działania organizacji politycznych.

Jednak tym razem miarka się przebrała, a poziom fałszu wspiął się na wysokość dotąd nieosiągalną. Obserwujemy w dzisiejszym świecie ogromne przeobrażenia społeczne, gospodarcze i polityczne. Powojenny porządek polityczny niezbyt ochoczo przystawał na rozwój takich wartości jak prawa człowieka, wolności obywatelskie czy dobrostan całej wspólnoty ludzkiej. Oczywiście w skali dziesięcioleci widzimy ogromny przełom i dążenie społeczeństw do urzeczywistnienia idei godności człowieka.

Godność człowieka od wieków związana z tradycją chrześcijańską. Obecna doktryna kościelna nieodłącznie wiąże godność z wolnością. Oczywiście wolność ta nie może ingerować w prawa innych osób. Granicą wolności jednej osoby jest wolność drugiej. Siadając do wigilijnego stołu nie można odrzucać też tych wartości, które narzuca bożonarodzeniowa tradycja. Są to tradycje miłości, poszanowania godności i miłosierdzia.

Jednak obecnie idea godności człowieka jest w odwrocie. I to tak na podwórku krajowym jak i międzynarodowym.

W październiku 2015 roku wybory parlamentarne odmieniły całkowicie dotychczasowy bieg wydarzeń politycznych. Pierwszą decyzją nowego prezydenta było zawetowanie postępowej ustawy o uzgodnieniu płci. Obecnie osoby transseksualne muszą poddać się procedurom sądowym polegającym na pozwaniu własnych rodziców czyli przedstawienia ich jako przeciwników procesowych. Rodzice nieakceptujący swojego dziecka mogą w naprawdę przykry sposób przewlekać taki proces sądowy i utrudniać uznanie przez sąd prawdziwej płci transseksualisty. Niejednokrotnie w procesach tych czynny udział biorą prokuratorzy, co dodatkowo wzmacnia poczucie konfrontacji z władzą państwową.

Są to w większości przypadków karkołomne i niepotrzebne procedury utrudniające życie osobom tak czy inaczej znajdującym się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Transseksualista nie podejmuje kroków polegających na leczeniu hormonalnym i chirurgicznym dla wygody. Jest to konieczność. Ustawa uławiająca tę procedurę została zawetowana przez prezydenta po jej uchwaleniu przez sejm poprzedniej kadencji. Jak wiele innych decyzji obecnej władzy, ta również nie została w żaden sposób uzasadniona. Po prostu.

Kilka miesięcy później miały miejsce gwałtowne protesty związane z planowanymi zmianami dotyczącymi tzw. ustawy aborcyjnej. Sednem tych zmian było ograniczenie prawa kobiet do decydowania o własnym zdrowiu. Kobieta i prowadzący lekarz nie mogliby podjąć decyzji o tym czy w przypadku ekstremalnym, kobieta może ratować własne życie w zamian za kilkudniowe funkcjonowanie ciężko uszkodzonego płodu.

Urodzenie dziecka zdeformowanego, nieposiadającego szans na przeżycie zostałoby uznane za najważniejsze zadanie ciężarnej kobiety. Najczęściej tej, która tak czy inaczej cierpiałaby z powodu przedwczesnego i tragicznego zakończenia ciąży. Z bioetycznego punktu widzenia, kobieta zostałaby sprowadzona do funkcji urządzenia potrzebnego do donoszenia ciąży. Rządzący przychylnie odnosili się do takiej zmiany prawa aborcyjnego. Dopiero po wspomnianych protestach rząd skalkulował, że zmiany w tym temacie nie są wygodne z politycznego punktu widzenia.

Nie można nie wspomnieć o innych zaniedbaniach władzy (obecnej i poprzedniej) godzących w możliwość zapewnienia kobietom godności. Powodowana partykularnymi interesami niechęć do zapewniania ciężarnym należytej opieki okołoporodowej czy umożliwienia niepełnoletnim dostępu do opieki do opieki ginekologicznej kompromituje dotychczasowe władze państwowe. Obecnie słyszy się także o planach wypowiedzenia wzmacniającej ochronę kobiet konwencji antyprzemocowej. Ot w tym kierunku zmierzają plany obecnej administracji rządowej.

Najwięcej miejsca na każdą rozmowę odbywającą się przy wigilijnym stole powinno jednak zająć konające Aleppo. Każdego dnia widzieliśmy apokaliptyczne sceny wiążące się z agonią ludności tego syryjskiego miasta. Widok doznających niewyobrażalnych cierpień osób powinien wzbudzić zainteresowanie każdej przyzwoitej jednostki. W wielu przypadkach tak było. Przez wiele dni wiele organizacji pomocowych starało się opracować i wdrożyć program pomocy dla ludności Aleppo. Organizowano zbiórki pieniężne i faktyczne czynności zmierzające do ewakuacji miasta zarzynanego przez własnego przywódcę al -Asada.

Można oczywiście powiedzieć, że sytuacja dotyczy osób oddalonych o tysiące kilometrów od nas. W innych miejscach, chociażby w Nigerii czy w Południowym Sudanie, także mają miejsce okropne wydarzenia i niewyobrażalne akty barbarzyństwa. Jednak w regionie, w którym państwo polskie jeszcze niedawno prowadziło działania wojenne, sytuacja zdaje się inna, a poziom odpowiedzialności za taki stan rzeczy, znacznie większy.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oznajmia, że nie planuje podjąć żadnych działań mających na celu pomóc tym osobom. Minister zapowiada zwiększenie (w przyszłym roku!) środków na pomoc uchodźcom, jednak całkowicie odcina się od możliwości faktycznego podjęcia działań w sprawie już teraz cierpiącej ludności. Zgroza. Jest to kontrowersyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że Polska biorąc udział w akcji militarnej na Bliskim Wschodzie przyczyniła się do destabilizacji sytuacji politycznej w tym regionie. Nie jest to wina obecnej władzy, a raczej efekt krótkowzroczności światowych przywódców.

Jednak zgodnie z cywilizacyjnymi standardami, władza państwowa zachowuje ciągłość podjętych przez siebie decyzji. Jeżeli jeden przywódca podjął określoną decyzję, wówczas obowiązkiem jego następców jest kontynuowanie podjętej przez władzę drogi lub rozsądny odwrót od dotychczasowej polityki. Państwo nie może sobie pozwolić na prowadzenie rozchwianej i nieskoordynowanej polityki zagranicznej.

Pozostaje jeszcze kwestia humanitaryzmu. Potrzeba naprawdę złej woli aby w imię politycznych interesów odmawiać pomocy naprawdę potrzebującym. Obowiązkiem każdej osoby jest pomoc bliźniemu, bez względu na rasę, pochodzenie etniczne czy wyznawaną religię. Faktycznie, można uznać, że systemy polityczne oparte na rasizmie, dyskryminacji i źle pojmowanym interesie narodowym uznawały zasadę odcięcia się od cywilizacyjnych i światowych problemów. Pytanie, czy chcemy być faktycznie państwem opartym na takich uprzedzeniach.

Nie potrafię sobie wyobrazić uroczystości i powagi wigilijnego stołu w takiej rzeczywistości. Dzielenie się opłatkiem w sytuacji gdy faktycznie możemy pomóc rodzinom potrzebującym wyłącznie bezpieczeństwa i dachu nad głową jest mocno dyskusyjne. Zajmując się trywialnymi problemami skupiamy się wyłącznie na zwyczajach bożonarodzeniowych

Oczywiście, pielęgnujmy tradycje i coroczne zwyczaje. Ale niech to faktycznie poniesie za sobą realną pomoc dla potrzebujących. Większość  spędzi Święta radośnie, bogobojnie i z pieśniami na ustach. Potem nic nie zmieniając wróci do rzeczywistośc.

Przejdzie się do porządku dziennego nad łamaniem praw człowieka i przyzwoleniem na cierpienia.

Dlatego tegoroczne Święta powinno się oglądać raczej w ciemnych barwach, a nie przez pryzmat radośnie przystrojonego drzewka.

popup

PrawoPlakat 1B600